Zakaz palenia doprowadzi do spadku liczby palaczy

1 lipca w Anglii i Walii wszedł w życie zakaz palenia w miejscach pracy i lokalach publicznych. Jeśli wierzyć ekspertom, doprowadzi to do znacznego spadku liczby palaczy i zgonów spowodowanych przez nałóg palenia.
Od kilku tygodni w Londynie stało się głośno, kiedy poinformowano o wprowadzeniu zakazu palenia. Na plakatach, ulotkach można było dowiedzieć się o zbliżającym się dniu, kiedy za palenie w miejscu publicznym będzie groziła kara. Na Dworcu autobusowym Victoria Coatch Station (przyjazdów) - na plakatach widniał napis - tylko w języku polskim - że od 1 lipca zostaje wprowadzony zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych.

Jeden z czołowych ekspertów w dziedzinie skutków palenia, profesor Richard Peto, szacuje, że wskutek zakazu nałóg rzuci w Anglii półtora miliona osób, a liczba zgonów spowodowanych przez papierosy spadnie o pół miliona rocznie. Profesor Peto opiera te wnioski na podstawie danych z Irlandii, gdzie zakaz palenia w miejscach publicznych obowiązuje od 3 lat.

Inni eksperci wskazują jednak, że w Irlandii liczba sprzedanych papierosów spadła wprawdzie aż o 17%, ale tylko w pierwszych miesiącach, a obecnie wynosi niemal tyle samo, co przed wprowadzeniem zakazu.

Poza przemysłem tytoniowym i palaczami na zakaz najbardziej narzekają właściciele pubów. Z ankiet wynika jednak, że 2/3 palaczy będzie nadal regularnie chodzić na piwo, 1/3 może nieco rzadziej, a tylko 3% obrazi się na dobre. Natomiast do pubów zacznie chodzić ponad 800 tysięcy niepalących, którzy dotąd unikali ich ze względu na dym.

Właścicielom lokali, którzy nie będą przestrzegali zakazu palenia, grożą grzywny do 2 i pół tysiąca funtów, a samym palaczom kary 50 funtów, a w razie skierowania sprawy do sądu - nawet do 200.

Policja w Londynie sprawdza podejrzane pojazdy

Wieczorem w piątek ogłoszono trzeci alarm bombowy w centrum Londynu. Tym razem brytyjska policja częściowo wstrzymała ruch przy Fleet Street, ulicy biegnącej przez dzielnicę City, gdzie znaleziono kolejny „podejrzany pojazd”.
Po południu rzeczniczka Scotland Yardu informowała o akcji przy Park Lane. Ulica była zamknięta od Mable Arch do Hyde Park Corner; wyznaczono 200-metrową strefę bezpieczeństwa. Ewakuowano też przechodniów przebywających we wschodniej części Hyde Parku. Częściowo zamknięto słynną londyńską Oxford Street. Według telewizji Sky News, podejrzany pojazd miał związek ze znalezioną w nocy bombą w innym samochodzie. Rano policjanci ją rozbroili. BBC podała, że pojazd znajdował się na podziemnym parkingu niedaleko Park Lane. Do jego sprawdzenia użyto policyjnego robota. Policja zaznaczyła, że bomba mogła zranić lub zabić wielu ludzi. Poinformowała też, że w pierwszym pojeździe znaleziono dużo pojemników z benzyną i gazem oraz znaczną liczbę gwoździ. Według policji, bomba miała zdalny zapalnik odpalany za pomocą telefonu komórkowego. Zastępca komisarza brytyjskiej policji Peter Clarke powiedział, że jest zbyt wcześnie, by powiedzieć, kto podłożył bombę. (tvp.pl)

Bankomatowi stuknęła 40-tka

Choć ma już 40 lat, to trzyma się dobrze, a nawet bardzo dobrze, co więcej – robi zawrotną karierę. I właściwie poza Antarktydą nie ma miejsca na Ziemi, gdzie nie występuje. To bankomat, bez którego trudno wyobrazić sobie dostęp do pieniędzy.
Z bamkomatu korzysta coraz więcej Polaków, chwaląc sobie to, ze nie muszą stać w kolejkach do bankowych okienek. Czasami jednak bankomat potrafi sprawić przykrą niespodziankę stąd zapewne określenie „ściana płaczu”.

Debiutanckie urządzenie uruchomił w swoim oddziale w londyńskiej dzielnicy Enfield brytyjski bank Barclays.

Legenda głosi, że odkrywca bankomatu, dyrektor generalny spółki drukującej znaczki i banknoty De La Rue, John Shepherd-Barron, wpadł na pomysł urządzenia w swojej łazience w 1965 r. Jak twierdził, zainspirowały go automaty z czekoladą.

Shepherd-Barron przedstawił swój pomysł prezesowi banku Haroldowi Darvillowi, który natychmiast zajął się wcielaniem go w życie.

Początkowo klienci nie mieli plastikowych kart bankowych, a pieniądze wypłacali wsuwając do bankomatu papierowy bon i wstukując czterocyfrowy kod.

Na koniec lat 60. na świecie było już 781 bankomatów. W końcu ubiegłego roku natomiast ich liczba wynosiła już 1,64 mln. W samej Europie tych urządzeń jest w sumie co najmniej 280 tys., w Polsce ponad 20 tys.(tvp.pl)

Wielka kariera polskiego dozorcy

Polski dozorca robi karierę jako pianista dzięki temu, że przypadkowo usłyszano jego grę na organach w Glasgow, gdy sądził, że nikt go nie słyszy – informuje w środę brytyjski dziennik „Daily Telegraph”.
Talent 28-letniego Aleksandra Kudajczyka, który rano sprząta na wydziale prawa uniwersytetu w Glasgow, odkryła sekretarz tamtejszej kaplicy Joan Keenan, kiedy pewnego razu podłączyła się do zainstalowanej w kaplicy kamery internetowej i usłyszała grę Polaka. W ciągu kilku minut rozesłała kilkudziesięciu przyjaciołom e-maile zachęcające do posłuchania Kudajczyka.
Kudajczyk, który przyjechał do Glasgow z Katowic pół roku temu, zyskał już sobie przydomek „Buntownika z wyboru”. To nawiązanie do filmu pod tym tytułem, opowiadającego historię pracującego jako sprzątacz genialnego matematyka.
– Aleksander to uroczy, ale nieśmiały chłopak. Pracuje jako sprzątacz i nikt nie miał pojęcia o jego talencie – powiedziała Keenan. – Teraz przez 5-6 godzin ćwiczy w kaplicy i w innych miejscach na uniwersytecie. Jego dłonie są zdecydowanie zbyt cenne, żeby jeszcze przez długi czas był dozorcą, bo środki chemiczne je niszczą.
Kudajczyk, który ukończył Akademię Muzyczną w Katowicach, dał już dwa publiczne koncerty w uniwersyteckiej kaplicy; za drugim razem wykonywał utwory Chopina. – Byłem straszliwie zdenerwowany, gdy po raz pierwszy grałem Chopina, ale zaczynam się przyzwyczajać powiedział.
„Przyjechałem do Szkocji, żeby tu zamieszkać. Możliwości utrzymania się są tu lepsze niż w Polsce” – cytuje „Daily Telegraph” Kudajczyka. Teraz Polak myśli już o dawaniu lekcji gry na pianinie, a nawet o karierze pianistycznej.

Wimbledon: Radwańska trafiła na Pironkową

Agnieszka Radwańska grać będzie z Bułgarką Cwetaną Kiriło Pironkową w pierwszej rundzie turnieju tenisowego w Wimbledonie. W piątek odbyło się losowanie wielkoszlemowego turnieju (z pulą nagród 11,282 mln funtów), rozpoczynającego się w poniedziałek.
Rozstawiona z nr 1. Belgijka Justine Henin w pierwszej rundzie natrafiła na Brazylijkę Jorgelinę Cravero. Rosjanka Maria Szarapowa, rozstawiona z nr 2., spotka się z Yung-Jan Chan z Tajwanu, a mająca nr 3. Serbka Jelena Janković – z Brytyjką Anne Keothavong.
Broniąca tytułu Francuzka Amelie Mauresmo, rozstawiona z nr 4, grać będzie z Amerykanką Jameą Jackson.
Zwycięzca ubiegłorocznego turnieju, Szwajcar Roger Federer, w tym roku rozstawiony z nr 1., grać będzie z Rosjaninem Teimurazem Gabaszwilim.

Hiszpan Rafael Nadal (nr 2.) spotka się z Mardym Fishem z USA, a Amerykanin Andy Roddick (nr 3.) – z rodakiem Justinem Gimelstobem.

Uroczysta parada z okazji urodzin Elżbiety II

Z okazji 81. urodzin królowej brytyjskiej Elżbiety II w Londynie odbyła się w sobotę (2007-06-16) tradycyjna uroczysta "parada wojskowa ze sztandarem" Królowa Elżbieta II obchodzi urodziny dwa razy w roku - faktyczną rocznicę przyjścia na świat (21 kwietnia) i tzw. oficjalne urodziny w pierwszą, drugą lub rzadziej trzecią niedzielę czerwca. Obchody oficjalnych urodzin zapoczątkował syn Wiktorii - Edward VII, którego faktyczne urodziny przypadały w połowie listopada, co uznał za niewygodną porę roku.

Brytyjskie media podkreślają w relacjach, że monarchini przemarszowi jednostek przyglądała się z dumą i że charakterystycznego dla niej spokoju i opanowania nabywa się dopiero z wiekiem i tylko w wyniku wieloletniej praktyki.

Na trybunie honorowej obok monarchini w stroju koloru kanarkowego i w kapeluszu stał jej małżonek, książę Edynburga Filip w mundurze z odznaczeniami i tradycyjnej czapie z futra kanadyjskich niedźwiedzi noszonej przez grenadierów.

Czapy te, wprowadzone na krótko przed wojną krymską, od dawna kłują w oczy obrońców praw zwierząt, ale próby zastąpienia futra materiałem syntetycznym nie zdają egzaminu. Tylko futro kanadyjskich niedźwiedzi zapewnia, że w lecie nie jest w nich za gorąco, a w zimie za zimno.

W dorocznej paradzie wzięło udział 1,1 tys. żołnierzy, maszerując reprezentacyjną ulicą The Mall, która ma swój początek przy Pałacu Buckingham, a kończy się przy Placu Trafalgaru. Trybuna honorowa mieści się przy koszarach straży konnej.

Elżbieta II przybyła na uroczystość otwartym powozem z 1842 roku, zdobionym kością słoniową wypolerowaną na wysoki połysk. Karetę zabezpieczali z tyłu, jadąc konno: następca tronu książę Walii, jego siostra księżniczka Anna i książę Kentu. Wszyscy troje mają stopień pułkownika.

Królewski orszak eskortowała reprezentacyjna kawaleria (Household Cavalry) ze złotymi naramiennikami, efektownie połyskującymi w czerwcowym słońcu i piórami w hełmach.

Pierwszą czynnością Elżbiety II była inspekcja pięciu jednostek uczestniczących w paradzie. Z okien budynku administracyjnego królewskiej gwardii inspekcję obserwowali wnuk - książę William, synowa - małżonka księcia Walii Karola - Camilla, syn - książę Yorku Andrzej oraz jego dwie córki - Beatrice i Eugenie.

W tym roku w paradzie wzięła udział major Erica Bridge - pierwsza kobieta, która objęła dowództwo Królewskiej Artylerii Konnej.

Po paradzie rodzina królewska z okien Pałacu Buckingham obserwowała pokaz lotniczy z udziałem samolotów będących na wyposażeniu RAF-u w ostatnich 60 latach. Na zakończenie pokazu swoje umiejętności prezentowała jednostka akrobacji powietrznej RAF-u "Red Arrows".

W dwu najbardziej znanych zamkach Szkocji - Edynburgu i Stirling na cześć Elżbiety II oddano tradycyjne 21 salw. W odróżnieniu od Londynu pogoda w Szkocji była deszczowa, ale na czas salw deszcz ustał.

Bolesna wiadomość dla wszystkich miłośników statków żaglowych. Pożar zniszczył XIX-wieczny żaglowiec "Cutty Sark"

Kliper, który kiedyś przywoził bogatym Brytyjczykom herbatę, przechodził właśnie renowację w suchym doku. Ogień, który wybuchł o świcie, zniszczył 80 proc. drewnianych elementów statku. Na szczęście znaczną część, m.in. maszty, wcześniej zdemontowano.

Gwałtowny pożar zniszczył w poniedziałek (2007-05-21) o świcie XIX-wieczny żaglowiec "Cutty Sark", pamiątkę po herbacianym handlu z Chinami i jedną z największych atrakcji turystycznych Londynu.

Pożar wybuchł w suchym doku, gdzie "Cutty Sark" przechodził renowację. Nie wiadomo, co było jego przyczyną. Policja sprawdza, czy nie doszło do podpalenia, lecz nie ma żadnych wskazujących na to informacji.

Ogień szybko objął cały 85-metrowy kliper. Strażacy prawie trzy godziny walczyli z płomieniami, które buchały na wysokość kilku metrów.

Chris Livett, prezes Cutty Sark Enterprises, organizacji opiekującej się żaglowcem, poinformował wczoraj, że połowa drewnianych elementów żaglowca, m.in. trzy maszty, na szczęście została wcześniej zdemontowana. Z tego, co pozostało, ogień zniszczył jednak 80 proc.

Livett obiecał, że mimo to żaglowiec zostanie przywrócony do dawnej świetności: - To wydarzenie sprawia, że będziemy z jeszcze większą determinacją walczyć, by doprowadzić ten statek do stanu używalności i zachować go w stanie jak najbliższym oryginałowi.

"Cutty Sark" został zbudowany w 1869 r. w Szkocji. Za pomocą tego i innych kliprów, czyli bardzo smukłych i szybkich żaglowców, Brytyjczycy sprowadzali z Chin herbatę. Jego rekord prędkości to 666 km przepłynięte w ciągu 24 godzin, czyli z prędkością średnią 15 węzłów.

Najkrótsza podróż z Szanghaju do Londynu zajęła kliprowi 122 dni. Żaglowiec odbył tylko osiem takich podróży, zanim kliprów nie zastąpiły statki parowe pływające przez nowo wybudowany Kanał Sueski.

"Cutty Sarka" zwiedzało rocznie 15 mln turystów.